Ludność

Większość mieszkańców Mołtowa dawniej pracowała w miejscowym pegeerze. Po jego likwidacji pewna ich część znalazła zatrudnienie w różnych okolicznych firmach, kilka osób pracuje sezonowo lub stale w jedynej mołtowskiej firmie albo innych okolicznych gospodarstwach rolnych lub nadleśnictwie. Jest też kilkoro emerytów. Na zdjęciu - pani Bogusia, mieszkanka Mołtowa.

Mołtowo liczy sobie ok. 140 mieszkańców. Pewne kłopty z ustaleniem tej liczby powoduje fakt, że kilka osób na stałe zameldowanych w Mołtowie i mających tu nieruchomości tylko okazjonalnie pojawia się we wsi, natomiast inni, oficjalnie zamieszkali gdzie indziej, przebywają tu prawie stale. Około połowy mieszkańców zamieszkuje "na górce" w jedynym trzykondygnacyjnym bloku, malowniczo położonym na zboczu niewielkiego wzniesienia. Przydałby się tu mały remont – ale to zupełnie inna historia… Pozostali mieszkają "na dołku" w 2…4-rodzinnych domkach z przełomu XIX i XX w usytuowanych nieco niżej, w położonej bardziej na wschodzie części wsi. Jedna rodzina mieszka w pałacu. Etnograficznie – nieprawdopodobna mieszanka: jest rodzina poprzednio mieszkająca we Wrocławiu, parę osób wywodzi swoje pochodzenie z Bydgoskiego, ktoś jest spod Sanoka, inny spod Gdańska. Kilka osób lub ich przodków trafiło na te tereny w wyniku akcji Wisła. Jest też kilka osób, które podczas wędrówki z jednego do drugiego PGR-u (a nie brakowało ich w tym rejonie) akurat tu przypadkiem zastał krach.

Na zdjęciu obok – pani Joanna Tężycka – od czerwca 2001 do maja 2003 roku pierwszy sołtys Mołtowa. Absolwentka wrocławskiej szkoły ekonomiczno-administracyjnej. W wyborach samorządowych w październiku 2002 r. kandydowała na radnego Gminy Gościno. Niestety, w okręgu wyborczym obejmującym Mołtowo i trzykrotnie większe Pobłocie Małe, przegrała z kandydatem z Pobłocia.

Dominującym wyznaniem jest katolicyzm (najbliższy kościół jest jak dawniej w Gościnie), ok. 10% stanowią wyznawcy ewangelickiego Kościoła Zborów Chrystusowych (zbór mieści się w Kołobrzegu, przy ul. Jedności Narodowej 62), nie więcej niż 5% to unici (cerkiew jest w Kołobrzegu przy ul. Szpitalnej), a 10% – niewierzący. Na tym tle nigdy nie było konfliktów.

Działalność gospodarcza

W Mołtowie istnieje tylko jedna firma – Mołt-Eko Sp. z o.o. – kontynująca działalność rolniczą po zlikwidowanym pegeerze. Zrezygnowano z hodowli zwierząt, kontynuowana jest jedynie uprawa roślin – głównie jest to pszenica i rzepak.

Do października 2006 r. istniał we wsi sklep, jednak rachunek ekonomiczny zmusił właściciela do zamknięcia interesu. Obecnie w budynku po sklepie (który wcześniej był klubem „LOK-u”) mieści się prywatne mieszkanie. Zaopatrzenie realizuje handel obwoźny.

We wsi „na dołku” znajdują się dwa punkty wymiany butli gazowych z propanem-butanemGaspol i BP Gaz.



OPOWIEŚCI MOŁTOWSKIE

Zdarzyło się tak, że przyjechali fachowcy z Zakładu Energetycznego i orzekli, że instalacja elektryczna w jedynym mołtowskim bloku nie nadaje się do eksploatacji, grozi pożarem i należy ją wymienić. Wyłączono prąd, ale jakoś udało się połatać i stanęło na tym, że w ciągu miesiąca trzeba dokonać remontu. Zebranie mieszkańców ustaliło, że – nie ma rady i choć bieda – trzeba wysupłać gotówkę. Pan Zawada był nieco innego zadania:

Kiedyś nie było prądu i było dobrze! Ja się przemęczę!

Na szczęście jego zdanie spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem.

Panie Zawada, coś pan, zwariował?! Dziewiętnasty wiek chcesz pan wprowadzać czy jak?

Także rodzina Kipniuków zdecydowanie zaprotestowała:

My płacimy za prąd, to nie mają prawa nas odłączyć! I nie odłączą! Głupi jesteście, że chcecie płacić!

Pan Zawada dał się jednak przekonać, rodzina Kipniuków nie.

Prace ruszyły. Pracę przeprowadzała firma znanego wszystkim elektryka Zenkowskiego mieszkającego opodal, nawet nie wyszło zbyt drogo.

I nadszedł dzień X. Ekipa z ZE dokonała odbioru i wykonała przełączenie instalacji. U państwa Kipniuków zgasło światło, choć wydawało się im to niemożliwe. Ile można wytrzymać bez prądu? Dzień, dwa? Toteż już po tygodniu pan Kipniuk udał się do Zakładu Energetycznego z awanturą. Tam jednak mu grzecznie wytłumaczono, że chętnie i zupełnie bez kosztów (z wyjątkiem kosztów plomby – ale takie przepisy!) przywrócą długoletniemu klientowi możliwość korzystania z oferowanego przez nich towaru, ale pod warunkiem, że będzie czym go dostarczyć od ściany budynku – bo tam – niestety – ich kompetencje się kończą. No ale na życzenie, to oni mogą przyłącze mu wykonać, gdyż mają wykwalifikowanych fachowców, za jedyne (tu padła kwota o zaledwie 10% niższa od kwoty, którą zainkasował pan Zenkowski, ale za całość robót, od 17 rodzin). Niestety, nie przypadło to do gustu panu Kipniukowi, a właściwie jego portfelowi. Postanowił zaatakować z innej strony...

Pani Ola schodziła klatką schodową z michą pełną upranych rzeczy, które miała zamiar wywiesić na sznurkach, gdy ku własnemu zdziweniu zauważyła pana Zenkowskiego grzebiącego w szafce licznikowej państwa Kipniuków. Na elektryce może nie bardzo się znała, ale widziała poprzednio te same czynności wykonywane uprzednio w swojej szafce przed przełączeniem.

Panie Zenkowski! Co pan, u licha, tu grzebie?! Przecież pan skończył tydzień temu! Czyżby...

No ale Kipniuk mówił, że się pani zgodziła, żeby go przyłączyć...

Co takiego?! Ja?! A co ja mam do gadania?! Jest 17 właścicieli! I pan o tym doskonale wiesz! Panie Zenkowski... Ejże?!... Ileście razem wypili...?

Ale to wczoraj... Dziś tylko piwko...

Dobra, dobra! Rzuć pan to, albo będziesz pan miał sprawę o uszkodzenie cudzej własności. A wiesz pan, jakie sądy są ślamazarne, więc po co to panu...

Oj, pani Olu, pani to zawsze jak coś powie, to człowieka przestraszy...

Ażesz to jest, ten Kipniuk... Kombinuje jak koń pod górę...

Zwołano zebranie.

Jest wniosek, żeby przyłączyć mieszkanie Kipniuków do nowej instalacji. Pan Kipniuk podpisze zobowiązanie, że zapłaci w ciągu miesiąca. Kto za tym, żeby przychylić się do wniosku?... O! Mamy jeden głos. Kto jest przeciw?... No cóż, panie Kipniuk, widzi pan... Zdaje się, że nie zdobył pan większego poparcia... Zaraz... A ty, Zbyszek, co?...

Ja się wstrzymuję! Jak demokracja, to demokracja! (śmiech na sali)

Kipniuk zapłacił po 2 tygodniach. I znów u Kipniuków zabłysło światło. I po co im to było? Ano... po nic. Jeszcze jedna ofiara PGR-owskiego przekonania, że "się należy" i już.

sierpień 2000

Osoby: Pan Zawada – rodowity mołtowianin, pani Ola – mieszka w Mołtowie od ponad roku; sąsiedzi.

Pani Olu, już rok dawno minął, jak pani tu mieszka, a nie widzę, żeby pani chodziła w ciąży.

Przecież ja już mam syna...

Co? Jedno dziecko? To się nie liczy! Jedno dziecko, to nie dziecko. Dwoje też nie bardzo... No, dopiero tak od trójki się liczy, że się ma dzieci!

?!?!?!...

kwiecień 2001

Osoby: te same, co poprzednio.

… bo wie pan, warzywa są zdrowe i niskokaloryczne… A mój mąż to cebule je jak jabłka i dlatego dużo w ogrodzie sadzę…

Eee, cebulę to tylko żydzi jedzą! Dla mnie warzywa mogłyby nieistnieć!

No to co pan je?

Kiełbasę!

?!?!?!...

sierpień 2001

Rozpoczęły się przygotowania do Narodowego Spisu Powszechnego. Na tablicy ogłoszeń w Mołtowie powieszono informację Gminnego Komisarza Spisowego, na którym można przeczytać m.in. (…) rachmistrz spisowy okaże legitymację (…), opatrzoną zdjęciem i podpisem dyrektora urzędu statystycznego. (…) Pozazdrościć panu dyrektorowi popularności...

kwiecień 2002