Zabytki i osobliwości

Pałac rodziny Braunschweigów

Dawna stajnia pałacowa

Najokazalszą budowlą Mołtowa jest neoklasycystyczny pałac wspomnianej starej junkierskiej rodziny von Braunschweig - ongiś rodowa siedziba właścicieli sporego folwarku. Wybudowany został w roku 1875 przez Karla von Braunschweig. Oznaczona obecnie numerem 10 budowla znajduje się na terenie firmy Mołt-Eko wraz z innymi zabudowaniami dawnego majątku. Z drogi, szczególnie latem gdy drzewa są pokryte liśćmi, trudno cokolwiek dostrzec, gdyż budynek stoi w głębi, za magazynami i innymi zabudowaniami. Można spróbować iść wzdłuż zachodniego ogrodzenia (od strony Gościna) - wtedy będzie nieco lepszy widok - lub wejść na teren firmy i drogą oficjalną. Niestety, stan pałacu nie jest najlepszy. Po wojnie był użytkowany przez PGR, co zdecydowanie nie wpływało pozytywnie na jego kondycję - mieszkali tu pracownicy i mieściły się biura, ale nie został przeprowadzony żaden znaczniejszy remont. Obecnie mieszka jeszcze w nim jedna rodzina i mieści się biuro firmy. Budynek został wybudowany na planie prostokąta o stosunku boków mniej więcej 1:2. Krótszy bok jest równoległy do drogi. Pokoje pałacowe usytuowane są wzdłuż boków, a środek zajmują schody z ozdobnymi poręczami, prowadzące na wewnętrzne galerie. Stamtąd wchodzi się do poszczególnych pomieszczeń. Zachowały się niektóre detale wyposażenia i część marmurowych stopni (brakujące zastąpione są deskami). Całość w zamierzeniach oświetlana miała być naturalnym światłem padającym przez duży okrągły świetlik w dachu. Większość ogromnych pokoi stoi zupełnie pusta. W pokoju, z którego można wyjść na taras, znajduje się dość ładny kominek, w sąsiednim - piec kaflowy w niezłym stanie. Na podłogach wszędzie leży parkiet ułożony zapewne w latach 70 ubiegłego wieku. Stan jego nie jest najlepszy - wybrzuszenia, miejscami oderwane klepki, typowe skutki zawilgocenia. Na murach widać niewelkie jeszcze pęknięcia. Nieoczekiwanie w jednym z pomieszczeń znajduje się zupełnie nieźle wyposażona współczesna łazienka - pozostałość po hotelowej historii pałacu. Wąskimi drewnianymi schodkami można wejść na obszerny strych z małymi okrągłymi okienkami w bocznych ścianach pod dachem. Niesamowicie wyglądają wielkie otwory w podłodze i suficie - to ten świetlik nad klatką schodową. Wspinając się wyżej po drabinie wychodzi się na płaską część krytego papą dachu, tuż nad tarasem. Stąd tylko krok na sam szczyt, do oszklonej (mniej więcej…) stożkowej konstrukcji nakrywającej świetlik. Gdy otaczające pałac drzewa stracą liście roztacza się stamtąd rozległy widok na folwark, wieś i pobliskie pagórki. Przed wejściem znajduje się prostokątny ni to basen, ni to zbiornik przeciwpożarowy. Podobno kiedyś można było się tu kąpać i dopiero później definitywnie zrobiono w tego awaryjne źródło wody - w każdym razie nie wygląda to na obiekt zabytkowy. Pod pałacem są piwnice, podobno bardzo rozległe.

2001-06

Galeria pałacu Braunschweigów #1

Zdjęcia wykonano w czerwcu 2001 roku.

Pałac rodziny von Braunschweig, widok od strony wschodniej

Jedna z sal pałacu

Kominek w tej sali

Piec kaflowy w jednym z pomieszczeń

Kolumna z ozdobnym kapitelem na klatce schodowej

Klatka schodowa

Zbiornik wody przed pałacem


Galeria pałacu Braunschweigów #2

Zdjęcia wykonano w kwietniu 2008 roku.

Widok od strony wschodniej

Widok od strony południowo-wschodniej

Widok od strony zachodniej

Stajnia pałacowa

Inne osobliwości

Dom nr 9 to dawna jednoklasowa szkoła, powstała na przełomie XIX i XX w. Aktualnie budynek jest zaadaptowany na cele mieszkalne. Wszyskie domy "na dołku" zostały wybudowane w tamtym okresie, choć do dziś to może jedynie fundamenty przetrwały z pierwotnych założeń - w latach 70-tych ubiegłego wieku PGR, będący wówczas ich właścicielem, dokonał dość zaawansowanych remontów.

Niektóre przewodniki wspominają o zabytkowym parku z początku XIX wieku - dziś trudno go odróżnić od zwykłego lasu, a pierwotne założenia są zupełnie niewidoczne. Po układzie drzew można się jedynie domyślać przebiegu alejek.

Tuż obok znajdują się resztki małego cmentarzyka, na którym, jak głosi legenda, spoczywali właściciele pałacu. Obecnie, po przedarciu się przez zasieki pokrzyw, można zobaczyć jedynie resztki murku otaczającego miejsca grobów. Wydaje się, że murek ten był jedynie podstawą stalowego płotu otaczającego miejsce pochówku - wskazywałyby na to resztki metalowych słupków. Zachowały się jedynie ich kilkucentymetrowe fragmenty, górna część została odpiłowana i zapewne powędrowała do skupu złomu. W okolicy pełno różnej wielkości dołków - czyżby pozostałości po poszukiwaczach skarbów, a właściwie - szabrownikach?

W niemieckiej literaturze można spotkać się ze sformułowaniem, że Mołtowo leży na przecięciu szosy z Karlino - Gościno z ciekiem wodnym o nazwie Moltower Bach. Tymczasem dziś przez wieś nie przepływa żaden strumień. Wyjaśnienie tego faktu jest dość nieoczekiwane: Mołtowski Strumień zwany tu popularnie Smródką został wprowadzony do rury poprowadzonej pod wsią! Koniec jej znajduje się niedaleko "żwirowni" po północnej stronie wsi, początek - niedaleko pałacu, przy bajorku, z którego ciek ten wypływa - tam gdzieś jest źródło. Nie ma także jeziorka w środku wsi, które jest zaznaczone na starych mapach. Ono jednak zniknęło w sposób naturalny - widać to po resztkach charakterystycznej roślinności.

Skronie

2 km od Mołtowa znajduje się wieś Skronie (miejscowi używają nazwy Kronie, co dość dziwnym zbiegiem okoliczności przypomina przedwojenną nazwę - Krühne). Po ongiś sporej wsi z rodzaju owalnic pozostały jedynie trzy domy, z czego jeden połowicznie zrujnowany. Mieszkają tam jeszcze trzy rodziny. Środek leżącej w kotlince wsi zajmuje niewielki staw, po którym pływają kaczki, łyski, łabędzie. Idąc dalej i skręcając w prawo mijamy (po lewej stronie) słabo zachowane ruiny dawnej owczarni i jakichś innych zabudowań. Po kilkunastu metrach w lewo odchodzi aleja prowadząca do resztek poniemieckiego cmentarza. Gdzieś w okolicach, w lesie, na niewielkim wzniesieniu terenu, w rozwidleniu dróg leśnych, ok. 0,5 km na północ od zabudowań wsi znajduje się cmentarzysko kurhanowe zajmujące obszar ok. 10 ha. Jest tam 105 kopców o średnicach od 4 do 22 m w 5 grupach. W każdej z nich jest jeden większy kopiec i kilka mniejszych. Od strony południowej cmentarzysko jest otoczone naturalnymi wałami ziemnymi szerokości 20…30 m. Przypuszcza się, że cmentarzysko pochodzi ze środkowej epoki brązu. Do Skronia można dojechać skręcając w Mołtowie z głównej drogi na drogę prowadzącą przez wieś na północ. Za zabudowaniami należy kierować się w prawo i nieco do góry. Początkowo występująca w Mołtowie nawierzchnia z autentycznych kocich łbów ustępuje bardziej wyrównanemu żużlowi, który przed samym Skroniem zamienia się w piach. Z racji śladowgo ruchu i rozpościerającej się w około pięknej okolicy, droga ta jest ulubionym miejscem spacerów. Do Skronia nie dojeżdżają autobusy komunikacji publicznej.

Legendy

Najbardziej znaną legendą związaną z okolicą jest podanie związane z Kamieniem Katarzyny (Katrinenstein). Jest to głaz około dwumetrowej długości o dość regularnych kształtach, który od wieków leżał sobie nad Gościnką na południe od młyna, lecz w roku 2007 został przeniesiony na skwer niedaleko kościoła. Legenda występuje w trzech wersjach znacznie różniących się od siebie:

Wersja 1. Katarzyna von Grabs była córką rycerza, którego zamek wznosił się między Mołtowem a Gościnem na wzgórzu nad Gościnką. Miała także brata, człowieka wesołego i żądnego uciech. Sama natomiast była pod przemożnym wpływem Kościoła, a po założeniu w Gościnie parafii zapragnęła zrobić dla niego coś wyjątkowego. Wszystko jednak wskazywało, że braciszek - a przy okazji dziedzic włości rodowych - nie za bardzo będzie się chciał się podzielić dobrami. Katarzyna zrobiła wtedy coś strasznego - skrytobójczo otruła brata. Czyn ten jednak wyszedł szybko na jaw, a sprawczyni została osądzona i skazana na śmierć przez tradycyjne łamanie kołem. Rodzice jednak wystąpili o nadzwyczajny akt łaski do samego papieża. Ten uznał, że u podstaw tego czynu stało dobro Kościoła i zmienił karę śmierci na ciężką pokutę - musiała m.in. odbyć pieszą pielgrzymkę do Grobu Chrystusa w Ziemii Świętej, a idąc, każdego dnia o określonej porze ma pełznąć na kolanach z kołem zawieszonym na ramieniu. Po wykonaniu pokuty, po latach Katarzyna wróciła do domu i poświęciła się działalności charytatywnej i z czasem zaczęto ją nazywać "świętą". Miejsce jej spoczynku ma upamiętniać ten wielki kamień.

Wersja 2. Tu Katarzyna jest bliżej nieokreśloną księżną czy panią, która zgładziła swoje dziecię. Czyn ten wyszedł na jaw, sprawczyni została oddana pod sąd. Dopatrzono się jakichś okoliczności łagodzących czy też było to - jakbyśmy dziś powiedzieli - "niedopełnienie obowiązków wychowawczych" i nie skazano Katarzyny na śmierć, jak to wówczas było w zwyczaju, lecz jako karę wyznaczono Katarzynie niesienie koła hańby na plac katowski. Znajdował się on właśnie przy wielkim kamieniu. Dodatkową karą było ufundowanie kościołowi malowidła odpowiednio upamiętniającego to wydarzenie. Z tej legendy wynikałoby, że Kamień Katarzyny był ongiś kamieniem, na którym dokonywano egzekucji.

Wersja 3. W tej wersji księżna Katarzyna jest kobietą nieszczęśliwą w małżeństwie i zakochuje się we własnym szwagrze. Gdy o tym dowiedział się prawowity małżonek, nakazał niewierną żonę ukarać łamaniem kołem. Kochanek upamiętnił miejsce kaźni kamiennym obeliskiem.

Należy tu wspomnieć też o innym głazie dość podobnej wielkości, leżącym sobie – jak na ironię – naprzeciw wzgórza, na którym ponoć wznosił się zamek rycerza von Grabs. Kamień ten jest doskonale widoczny po prawej stronie szosy Gościno - Mołtowo. Nie wiąże się z nim żadna legenda, ale jest za to często mylony z właściwym Kamieniem Katarzyny. Na dość stromo wznoszącym się nad Gościnką wzgórzu znajdowano podobno resztki jakichś bardzo starych budowli, może więc legenda ta jest echem rzeczywistych wydarzeń? Według innej hipotezy to może właśnie tu wznosił się klasztor joannitów, którzy byli właścicielami Gościna… Pobliskie Lubkowice przed wojną nazywały się Johannisberg, a więc Góra Świętego Jana - czyżby takie wezwanie nosił pierwszy kościół? Miejsce to jest bardzo malownicze - Gościnka płynie tworząc wręcz książkowe przykłady meandrów. Na stromym zboczu znajdują ujście podziemne wody tworząc kilka źródeł. Idąc wzdłuż rzeczki ma się wrażenie, że jest się gdzieś w górach, a nieuważny krok na błotnistej ścieżce grozi upadkiem z dobrych kilku metrów.

Zatopione miasto. Ta legenda związana jest z Jeziorem Kamienica. Podobno w miejscu, gdzie teraz jest rozciąga się tafla wody, znajdowało się bogate miasto. Wszyscy żyliby szczęśliwie, gdyby nie burmistrz, który uparł się, by podczas ślubu córki drogę do kościoła usłać drobinami chleba. Dziewczyna była przerażona tym świętokradczym pomysłem, ale pyszny ojciec nie dał się od niego odwieźć. Rozgniewany Bóg zesłał na miasto ulewę, która zalała wszystko po czubek wysokiej kościelnej wieży. Na dusze mieszkańców już czyhał diabeł. Nie udało mu się tylko złapać duszy panny młodej, która uciekła na pobliskie wzgórze. Podobno gdy zbliżają się święta wielkanocne z głębi jeziora dobiegają dźwięki dzwonów, a w przez jeden dzień w roku - ale nie wiadomo który - poziom wody jest tak niski, że widać czubek kościelnej wieży.

Opętanie. Tą historię zaliczyć należy raczej do zdarzeń prawdziwych. Na przełomie XVII i XVIII w. w Siemyślu proboszczem był Walentyn Hesse. Dotarły do niego pogłoski, że jedna z jego parafianek, niejaka Maria Wedse, jest opętana przez diabła. Sprawa była o tyle poważna, że w okolicach zanotowano przypadki dżumy, a wiadomo, jakie siły mogą za tym stać. Ten i inne podobne przypadki spowodowały wprowadzenie całego szeregu środków ostrożności, m.in. zaczęto ustawiać przy wjazdach do wsi strażnice z zaporami, w których miejscowi całodobowo pełnili dyżury w celu zapobieżeniu wpuszczenia niepowołanych czy zarażonych osób. Dokumentem uprawniającym do przekroczenia takiej rogatki było zaświadczenie o stanie zdrowia wydane przez miejscowego proboszcza albo… kościelnego.

Inne Mołtowa

Istnieje jeszcze jedna miejscowość o takiej samej nazwie w wersji niemieckiej (Moltow) na terenie północno-zachodniej Meklemburgii-Przedpomorza w gminie Hohen Viecheln, między Wismarem a Schwerinem.


 Herby Pomorza Zachodniego